Poprawia się koniunktura na wyroby hutnicze i odlewy
Dla perspektyw hutnictwa i odlewnictwa kluczowe znaczenie ma oczywiście tempo, w jakim polska gospodarka będzie powracać na ścieżkę szybkiego wzrostu. Po marnym 2009 roku, kiedy stopa PKB zwolniła do 1,8%, kolejne lata mają być już lepsze - w 2010 roku PKB powinien powiększyć się o 3,2%, a prognozy na 2011 rok mówią o wzroście rzędu od 3,3% (Komisja Europejska) do nawet 4,6% (NBP). Trudno jeszcze definitywnie stwierdzić, jak kształtować się będzie koniunktura w branżach, które należą do głównych klientów hutnictwa i odlewnictwa, w tym zwłaszcza w przemyśle motoryzacyjnym, maszynówce oraz sektorze AGD, które mocno ucierpiały w okresie dekoniunktury. Pewne jest natomiast, że nie ma co liczyć na duże zamówienia ze strony stoczni i zbrojeniówki. Na wielkość portfela zamówień na stal i odlewy istotny wpływ będzie miała sytuacja w budownictwie, w tym rzeczywista skala rządowych projektów budowy infrastruktury transportowej (autostrady, drogi ekspresowe, szlaki i dworce kolejowe, lotniska) oraz obiektów sportowych i bazy hotelowej w ramach EURO 2012, współfinansowanych z środków unijnych.
Hutnictwo musi ciąć koszty
Dzięki temu, że hutnictwo wcześniej przeszło głęboką restrukturyzację, łagodniej zniosło skutki kryzysu z lat 2008-2010 (potwierdził to raport Ministerstwa Gospodarki z lipca 2010 roku na temat przebiegu i efektów zmian strukturalnych w tym sektorze), co nie znaczy, że perturbacje na rynku stali nie stanowiły dla hut poważnego wyzwania. Dotyczyło to zwłaszcza zakładów specjalizujących się w wyrobach płaskich (blachy, taśmy), których odbiorcami są stocznie, przemysł AGD i motoryzacja, a więc branże silnie dotknięte przez kryzys. Z kolei huty produkujące na potrzeby budownictwa znajdują się w nieco lepszej sytuacji, bowiem zapotrzebowanie na prace budowlano-montażowe również w trudnym 2009 roku utrzymało się na poziomie gwarantującym przyzwoite zamówienia na wyroby stalowe.
Hutnictwo w Polsce w minionych latach dokonało prawdziwego skoku technologicznego, ale nadal musi poszukiwać możliwości wzmocnienia swojej konkurencyjności. Fakt, iż import wyrobów stalowych do Polski w latach 2008-2009 wynosił odpowiednio: 7,1 i 5,2 mln ton rocznie, przy wysokim udziale przywozu w tzw. zużyciu jawnym (65% w 2009 roku), wskazuje, że atrakcyjność oferty krajowej, zwłaszcza pod względem cenowym, nadal jest niewystarczająca i wymaga poprawy. Trudno jednak będzie to osiągnąć w warunkach podwyżek cen energii elektrycznej, jakie nastąpiły w efekcie uwolnienia cen energii dla odbiorców przemysłowych, zwłaszcza że przemysł stalowy należy do branż bardzo energochłonnych, z udziałem kosztów energii elektrycznej w całkowitych kosztach produkcji na poziomie od 10 do nawet 37%, w zależności od rodzaju wyrobu i stosowanej technologii. Sytuację pogarsza fakt, iż oprócz prądu znacząco podrożały paliwa (koks) oraz surowce (ruda żelaza, złom).
Ale huty muszą się uporać jeszcze z innym, potencjalnie wysoce kosztotwórczym problemem, związanym z uzyskaniem przez sektor stalowy mniejszej od oczekiwanej puli uprawnień do emisji CO2. Zgodnie z tzw. Krajowym Planem Rozdziału Uprawnień do Emisji w latach 2008-2012 (KPRU II) firmy przemysłu stalowego mogą średnio w skali roku wyemitować 11 mln ton CO2, podczas gdy sektor ubiegał się o prawo do emisji 14,4 mln ton. Zdaniem ekspertów Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej przyznana wielkość uprawnień w tym zakresie może hamować rozwój hutnictwa.
Firmy przemysłu stalowego zainwestowały duże środki w dostosowanie się do wymogów ochrony środowiska. Gdyby jednak okazało się, że limit praw do emisji jest zbyt niski w stosunku do potrzeb, huty mogą stanąć przed dylematem, czy kupować brakujące uprawnienia do emisji CO2 na wolnym rynku, co oznacza dla nich dodatkowe koszty, czy też ograniczać produkcję ze szkodą dla pozycji rynkowej. Przy obecnym stanie technologii nie ma możliwości wydatnego zredukowania emisji z instalacji hutniczych w inny sposób niż poprzez zmniejszenie produkcji. W tej sytuacji istnieje ryzyko, że globalne koncerny, które kontrolują największe polskie huty, mogą wyprowadzić część produkcji hutniczej z Polski poza Europę, gdzie nie obowiązują tak rygorystyczne ograniczenia w zakresie emisji CO2. Swoją drogą z uwagi na fakt, iż sektor jest zaliczany do sektorów podatnych na tzw. wyciek emisji (ang. carbon leakage) poza obszar UE, istnieje szansa uzyskania w ramach regulacji wdrażających unijny pakiet energetyczno-klimatyczny prawa do 100% darmowych przydziałów uprawnień do emisji CO2 w latach 2012-2020. Sprawa ta wyjaśni się na przełomie 2010 i 2011 roku.
Branża odlewnicza do konsolidacji
Polskie odlewnie od wielu lat są obecne na rynkach zagranicznych (zwłaszcza niemieckim), skutecznie konkurując z dostawcami z innych krajów UE oraz państw spoza Wspólnoty. Do utrzymania w długookresowej pozycji rynkowej przewagi nasze atuty, głównie w postaci niskich kosztów robocizny i dobrej jakości produktów, mogą jednak nie wystarczyć. Rośnie bowiem międzynarodowa konkurencja na przykład ze strony krajów tzw. grupy BRIC (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny), a także Meksyku, Korei Płd. oraz Egiptu, gdzie koszty pracy są jeszcze niższe niż u nas. Polskim firmom dotychczas udawało się skutecznie odpowiadać na tanią, ale często dosyć tandetną produkcję azjatycką poprzez oferowanie odlewów o lepszych parametrach technicznych i jakościowych, jak również dzięki wyszukiwaniu nisz rynkowych niedostępnych dla konkurentów z Dalekiego Wschodu. To jednak może wkrótce się zmienić, bowiem kraje BRIC w szybkim tempie unowocześniają swoje odlewnie, automatyzują produkcję, wdrażają systemy jakości porównywalne z ISO 9000 i poszerzają ofertę rynkową o odlewy skomplikowane pod względem technicznym.
Cały tekst raportu dostępny w numerze 8-9/2010 MM


