Dylematy korporacyjnych bankierów

02.06.2008 | Andrzej Ostrowski wyślij link znajomemu | drukuj

Minęły już czasy kiedy banki zajmowały się głównie przechowywaniem depozytów oraz pożyczaniem pieniędzy, zaś ich ulubionymi partnerami były duże firmy, na obsłudze których można było zarobić więcej (do tego mniejszym kosztem), niż udzielając kredytów przedsiębiorcom małym oraz klientom detalicznym. Dzisiaj banki muszą wychodzić naprzeciw wzrastającym potrzebom firm i sprzedawać również produkty niezwiązane z kredytowaniem, dotyczące np. emisji papierów dłużnych czy usług konsultacyjnych oraz ubezpieczeniowych.

 

Mocna pozycja rynkowa

Dynamiczny rozwój polskiej gospodarki, relatywnie niski poziom ubankowienia, rosnący popyt na kredyty oraz dwucyfrowe tempo wzrostu inwestycji w Polsce przekładają się na dobrą koniunkturę dla sektora bankowego. Świadczy o tym m.in. fakt, że Fitch Ratings w Londynie podwyższył w ostatnich czasach indywidualne ratingi kilku polskich banków. W rezultacie cztery z nich mają obecnie ratingi wyższe niż rating całego kraju, który po podwyższeniu w styczniu 2007 r. znajduje się na poziomie „A-". Według firmy doradczej Deloitte na polskim rynku bankowym wciąż jest miejsce na nowe projekty bankowe, chociaż uruchomienie od podstaw średniej wielkości banku wymaga sporych nakładów (od 320 mln do 1 mld zł, w zależności od przyjętego modelu dystrybucji, docelowego segmentu rynku oraz planowanej skali działalności). W styczniu 2008 r. w Komisji Nadzoru Finansowego znajdowały się wnioski 14 zagranicznych instytucji kredytowych dotyczące zgody na rozpoczęcie działalności w Polsce w formie oddziału bankowego oraz trzy wnioski o nową licencję bankową. Dobra koniunktura w gospodarce znajduje swoje odbicie w rosnącym popycie na usługi bankowe ze strony podmiotów gospodarczych oraz klientów indywidualnych. Stąd w 2007 r. wyniki polskiego sektora bankowego okazały się bardzo dobre i praktycznie wszystkie duże banki zanotowały wzrost poziomu aktywów oraz zysków netto. Przeciętna stopa zwrotu kapitału wyniosła blisko 22%, zaś poziom zysku (9,9 mld zł) po trzech kwartałach 2007 r. okazał się o 24% wyższy od wartości tego wskaźnika w analogicznym okresie roku poprzedniego. Umocniła się rola sektora bankowego w gospodarce, mierzona relacją aktywów banków do PKB, która w 2007 r. wyniosła 69%, o 9 punktów procentowych więcej niż w roku poprzednim. Nastąpił istotny przyrost zatrudnienia oraz rozbudowa sieci dystrybucji. W okresie styczeń-wrzesień 2007 r. portfel kredytowy wzrósł w porównaniu z trzema kwartałami 2006 r. o 31%, głównie za sprawą kredytów dla gospodarstw domowych (wzrost o 41%), choć w szybkim tempie rosły również kredyty dla przedsiębiorstw (przyrost o 25%). W drugiej połowie roku banki aktywnie absorbowały oszczędności wycofywane z funduszy inwestycyjnych. Nastąpiła dalsza poprawa efektywności kosztowej i to mimo dużych nakładów związanych z rozbudową sieci dystrybucji, wzrostem zatrudnienia oraz rosnącą presją płacową.

Mimo trudności, perspektywy nadal dobre

W drugiej połowie 2007 r. - kiedy banki musiały stawić czoła pogorszającej się sytuacji w segmencie funduszy inwestycyjnych oraz na rynku kredytów hipotecznych (sprzedaż kredytów i jednostek uczestnictwa to flagowe produkty wielu banków) - pojawiły się jednak sygnały, iż kondycja polskiego sektora bankowego może wkrótce ulec pogorszeniu. Nie zmieni to faktu, iż w 2008 r. bankowość korporacyjna w Polsce nadal będzie się miała dobrze, choć warunki działania staną się trudniejsze. Wprawdzie w 2008 r. w efekcie wysokiej dynamiki nakładów brutto na środki trwałe (14,5%) utrzyma się popyt na kredyty, to jednak przyrost kredytów nie będzie w pełni finansowany napływającymi depozytami. Spowoduje to pogorszenie płynności banków. Ten fakt, a także wzrost kosztów zwiększonego ryzyka działalności kredytowej (w efekcie pogorszenia się kondycji przedsiębiorców w następstwie ujawnienia barier podażowych w gospodarce, presji inflacyjnej i żądań płacowych) postawi banki wobec konieczności poszukiwania nowych źródeł finansowania, co nie będzie ani łatwe, ani tanie. Wynikać to będzie także z konieczności ciągłego dostosowywania się do standardów konkurencji, co wymaga nieustannej troski o nowe produkty oraz redukcję kosztów.